Dzień 9. Z jak Zadowolenie. Tak jednym słowem można podsumować spędzenie urlopu w jednej z dwóch mazurskich destynacji, po których dziś trochę pobiegamy. Zapraszamy zatem do sąsiednich i jakże turystycznych gmin Wydminy i Kruklanki!

Zawsze, jeżeli tylko mapa daje nam taką możliwość, staramy się wyruszać z miejsc lub obiektów symbolicznych, atrakcyjnych i szczególnych dla najbliższej okolicy. Takim obiektem bez wątpienia jest zawalony most w Kruklankach. Zaszczyt wyrzucenia nas na początek 36 kilometrowej trasy “Z”, przypadł tym razem Urszuli, która jednocześnie potrafi być i siostrą, i szwagierką – taka jest sprytna. Jeszcze tylko pamiątkowe “pstryk” na małym, drewnianym mostku, co to pod wielkim, betonowym i w dodatku zawalonym mostem został poczęty i możemy ruszać w drogę. Poniżej modelek przyjazna kajakarzom rzeka Sapina, powyżej  już błękitne niebo. Ulewa ustała pięć minut temu. Na norweskich meteorologach zawsze można polegać. https://www.yr.no/, jeśli jeszcze nie znacie.

Kierując się do centrum Kruklanek, przebiegamy obok Moto Gospody, gdzie zacna strawa w metal’owych i rock’owych klimatach jest serwowana. TSA, Dezerter, Odział Zamknięty, Sztywny Pal Azji, Sexbomba i wielu, wielu innych już tu byli. Grali, jedli, miód i wino pili. A Wy???

Jeżeli jednak mocne granie komuś nie w smak, to kilkadziesiąt metrów dalej na porządną rybę można zabiec. Podobno jedna z najlepszych w tej części Mazur. Smażalnia Ryb “Pod Strzechą”. Za tą zieloną kurtyną kryje się naprawdę sporo dobrego….

Z Kruklanek obieramy kurs na Jeziorowskie. Linia brzegowa w zasięgu oka, a wokół kilka niezwykle zmyślnych adaptacji poniemieckich budynków na obiekty noclegowe. Nikogo nie będziemy faworyzować, wybierzecie sami. 
My tymczasem uciekamy w las! Podleśne – Knieja Łuczańska – Jeleni Róg – Łękuk Wielki- Możdżany. 

Apelujemy o rozsądek do wszystkich decydentów, którzy przymierzają się do tego, żeby takie piękne, brukowane dukty asfaltem zalewać. Podobno los głównej ulicy w Prostkach i wielu innych historycznych dróg brukowanych w województwie jest już przesądzony. Lokalni “drifterzy” i samozwańczy kierowcy rajdowi w podrasowanych BMW już leją paliwo w baki. W końcu doczekają się torów wyścigowych z prawdziwego zdarzenia…
Pozostaje mieć nadzieję, że tu, w totalnej głuszy, w samym środku lasu, jeszcze długo nikt nie odważy się wbić kilofa w serce tej drogi. Lećmy dalej. 

W Możdżanach naszą ciekawość przyciąga Folwark Mazurskie Legendy. Otóż miejsce to dedykowane jest wyłącznie osobom dorosłym, czyli w tej lokalizacji wakacje z dziećmi odpadają. Próżno szukać podobnych enklaw w okolicy. Nam zdecydowanie bardziej przeszkadza bierne zaciąganie się dymem papierosowym i imprezy do białego rana w rytmie disco polo, ale zapewne są i tacy, którym bieganie, zabawy i płacz dziecka przeszkadzają w kontemplowaniu. Zgadzać się z tą filozofią do końca nie musimy, ale szanujemy pomysł, który z pewnością ma swoich odbiorców. 

Z Możdżan obieramy kurs na na Boćwinkę, a następnie Żywki. Lecąc z góry na pazury przebiegamy obok Masuria Resort Village . To nowo powstały kompleks domków z bardzo przyjemnym widokiem na Jezioro Żywki.  Za Siedliskiem Żywki leśną drogą kierujemy się na Jezioro Wydmińskie, by za chwilę znów wrócić do Gminy Kruklanki. 

Sołtmany to jedna z niewielu wsi na trasie naszego biegowego tournee, która przy tak fantastycznym położeniu nie pcha się na siłę z ofertami turystycznymi. Dwie, może trzy kwatery i to wszystko. A szkoda, bo potencjał tego miejsca według nas jest ogromny. Być może mieszkańcy nade wszystko cenią sobie spokój dnia codziennego. Wiejski sklep, zimne piwo, przyjemnie zagospodarowana plaża, zarybione jezioro – czy można od życia chcieć więcej? 

Z Sołtman przez Gawliki Wielkie, do Grądzkich. To ostatni etap naszej Zetki. W Gawlikach Wielkich warto zwrócić uwagę na Dom pod Skrzydłami. To stosunkowo świeża, ale w żadnym wypadku nie jedyna oferta wypoczynku nad urokliwym Jeziorem Gawlik. Jego przeciwległy brzeg to zupełne przeciwieństwo wspomnianych wcześniej Sołtman. W Grądzkich aż roi się od drewnianych domków, które wyrastają tam jak grzyby po deszczu. Większość z widokiem na taflę jeziora, które za czasów, kiedy to zimy były prawdziwymi zimami, zasłynęła jako arena zawodów bojerowych rangi mistrzowskiej. Może to jest patent na całoroczność takich miejsc?  Pytanie jaką kwotę w biznesplanie należałoby wpisać pod pozycją produkcja mrozu i ujemnych temperatur??? Jak piętnaście lat temu zaczynałem pracę jako instruktor narciarstwa i snowboardu w pobliskim Ośrodku Narciarskim OKRĄGŁE , zima potrafiła trwać od początku grudnia do końca marca. Cztery pełne miesiące mroźnego sezonu na Mazurach!  Ostatnie lata, to zupełny jego brak, lub łaskawe 2-4 tygodnie na pokrycie bieżących kosztów. Dla mnie to mały problem, dla właścicieli takich obiektów już zdecydowanie większy. 

Odbiegliśmy nieco od tematu. Czas na szybką regenerację  i…

obiadokolację! Naszym zmęczonym już nieco i pełnym mazurskich wrażeń dwuosobowym okrętem cumujemy w Gościńcu Wydminy .

Gościniec Wydminy to:
– super lokalizacja ( brzeg Jeziora Wydmińskiego, Garbaty Most łączący Wydmińską Wyspę ze stałym lądem),
– lokalne produkty ( zdjęcie poniżej) 
– atmosfera, klimat, ekologia, otwartość
– wegańskie potrawy w menu,
– pokoje i domki letniskowe,
– wesela ( na przykład nasze 7 lat temu…)
– Kasia i Czarek wraz z dziećmi oraz swoim stale powiększającym się zwierzyńcem ( Pasztet, Koń Rafał i wielu innych przygarniętych czworonogów).

Po raz pierwszy od startu decydujemy się na obiad całkowicie w wersji wegetariańskiej. Restauracja Gościniec daje nam taką możliwość. Na rozgrzewkę Kasia raczy nas flaczkami z boczniaka. Obłęd…Nawet dla facetów z krwi i kości, skrajnych i upartych mięsożerców, którzy flaczki zazwyczaj pięćdziesiątką wódki przyprawiają. 

Jako dania główne na naszym stoliku z widokiem na jezioro meldują się bitki z sejtana i burger wegański. Kto by pomyślał, że jedzenie w wersji bezmięsnej może sprawiać tak ogromną przyjemność?! Zostawiamy tu naszą naklejkę / znak jakości / dowód wdzięczności. 

Będąc w Wydminach nie można zapomnieć o wizycie w Barze Restauracyjnym KUBA. To kultowe wręcz miejsce, do którego z dużym sentymentem od wielu, wielu lat wracają goście z całej Polski. Co polecamy? Przede wszystkim pierogi wydmińskie ( kasza jęczmienna, twaróg, mięta) i placek po cygańsku. Po tej rekomendacji musimy Was przed czymś ostrzec;
– wszystkie kotlety z karty menu występują tu wyłącznie w wersjach XXL, 
– KUBA słynie z nieprzyzwoicie wręcz niskich cen alkoholu…

Idziemy z Haggisem na spacer promenadą wokół naszego rodzimego Jeziora Wydmińskiego. Dwa tygodnie temu, wspólnie z wydmińskimi biegaczami, permanentnie wysprzątaliśmy jego linię brzegową. Niestety było co zbierać…

Wam natomiast zostawiamy stojący na wejściu do Gościńca drogowskaz, który pomoże Wam wybrać jedyne, słuszne i niezwykle mazurskie miejsce na urlop. Gwarantujemy, że będą Państwo ZADOWOLENI… 😉