Dzień 2. Z jak Zachwyt Zielenią. Tym razem naszym starterem był zabytkowy Kościół Rzymskokatolicki pw. św. Maksymiliana Kolbe w Kurkach, wybudowany w stylu barokowym w 1753 roku. Interesujący, ale pod warunkiem, że takie obiekty kogoś interesują. Nas tak. W bliskości kościoła jest wyjątkowy, wiejski sklep z piwem z nalewaka, który dzień wcześniej uratował nam życie oraz smażalnia “Ryba w Kurkach”, z której niestety nie dane nam było skorzystać. Przy dobrej organizacji w dwie godziny za jednym podejściem można oczyścić duszę, napełnić wnętrze i porządnie przepłukać gardło. No dobrze, dosyć tych herezji, czas START!

Trasa Kurki, Dąb, Jabłonka, Kot, czyli zwierzątka, drzewko, drzewko, zwierzątko. Jak ma być odcinek dedykowany faunie i florze, to lepszego szlaku wytyczyć chyba nie mogliśmy. Nasze “Zet” już teraz śmiało może pretendować do miana najpiękniejszej litery w całym napisie CZYSTE MAZURY, który jak wiecie w niespełna dwa tygodnie chcemy po prostu wybiegać. W tym miejscu musimy się do czegoś przyznać. W swej nadętej północno-wschodniej mazurskości połączonej z zaślepionym lokalnym patriotyzmem, byliśmy absolutnie przekonani, że w rankingu wyjątkowości kompleksów leśnych na samym szczycie jest Puszcza Borecka, a później długo długo nic. No i rzeczywiście nic. Nic bardziej mylnego. Rezerwat Koniuszanka II i całe połacie lasów wokół Jeziora Omulew zrobiły na nas naprawdę ogromne wrażenie…


Wobec takich miejsc ciężko przebiec obojętnie. Dlatego kilka razy pozwoliliśmy sobie przypozować z przyrodą w tle. Za jej przyzwoleniem rzecz jasna. 

Nie obyło się niestety bez kilku śmieciowych incydentów. Najbardziej “spektakularny” popis ludzkiej głupoty napotkaliśmy na wylocie z pięknie położonej miejscowości Jabłonka. Ktoś najwyraźniej w szkole podstawowej (na etapie której zapewne pozostał), zbyt dosłownie wziął sobie do serca słowa fraszki Jana Kochanowskiego “Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie!”…

Po pierwsze tytuł fraszki to “Na lipę”, a nie “Na brzozę”, a po drugie istnieje coś takiego jak odbiór śmieci gabarytowych. Sprawdzasz datę odbioru, dzwonisz, informujesz, wystawiasz, obierają, koniec. Za trudne?

Wróćmy jednak do tego co dobre i pozytywne. W miejscowości Wikno, w samym sercu lasu, nad brzegiem Jeziora Omulew nabiegamy na Ośrodek Gawra z takim oto widokiem z tarasu gościnnego:  Znając nas pewnie w najbliższych dniach wrócimy tu zatrzymać się na dłużej. Samo miejsce natomiast bardzo polecamy.  https://osrodekgawra.pl/ Idealne do wypoczynku aktywnego bądź leniwego, w zależności od potrzeb.

Wiem, że bez dowodów w postaci zdjęć pewnie ciężko będzie uwierzyć nam na słowo, ale w okolicach Jeziora Trzcinowe, na odcinku około jednego kilometra spotkaliśmy borsuka, lisa, szczęśliwie hasającą po lesie parę zająców, oraz dorodną łanię, która przebiegając nam drogę wyglądała mniej więcej tak: Tylko leginsy i buty miała trochę inne…

Dzisiejszy, niezwykle barwny przyrodniczo etap zakończyliśmy pod Leśniczówką Kot.  I tu nadchodzi czas, żeby zdradzić tajniki pokrętnej logistyki naszego wyjazdu, która do najłatwiejszych nie należy. Jest nas czworo; Beata, Bartek, Chysler PT Cruiser i Scott Contessa, a właściwie Scott’ka, bo to wersja damska. Oprócz trudności z ułożeniem tras w poszczególne litery wyrazów CZYSTE MAZURY, które z pomocą nawigacji GPS postanowiliśmy wybiegać, najbardziej kłopotliwe jest dostarczenie naszego auta na miejsce mety lub noclegu. Robimy to w dwóch wariantach;
Wariant 1: Jedno z nas samodzielnie biegnie trasę wyznaczonym kursem. Drugie w tym czasie jedzie samochodem na koniec etapu i rowerem zasuwa w kierunku przeciwnym. Rowerzyst(k)a pełni tego dnia rolę supportu i fotografa, a w razie konieczności zjeżdża ze szlaku zobaczyć co jeszcze ciekawego jest w najbliższej okolicy. Ma taką możliwość, ponieważ nie jest obarczony(a) kreśleniem litery na mapie przy użyciu zegarka z GPS’esem. Ten obowiązek zawsze spoczywa na nogach biegnącego. W końcu nazwa projektu to ZABIEGAMY ( a nie zajeżdżamy) O PROMOCJĘ MAZUR. 
Wariant 2: Korzystamy z wielkiej uprzejmości osób mniej lub bardziej nam znanych, które na dwa auta jadą na metę bądź miejsce noclegu, zostawiają tam nasz samochód oraz kluczyki umówionej wcześniej osobie i swoim wracają do domu. Jednym razem jest to mój były uczeń Kamil z dziadkiem Andrzejem, którzy obecnie mieszkają w Nidzicy, innym szwagierka Beata po kuzynie Maćku z bratem Marcinem, będący szczęśliwymi posiadaczami uroczego domku letniskowego w Nowej Kaletce. Oczywiście czekamy na kolejne zgłoszenia, kilkoro potencjalnych “chętnych” mam już na liście, prosimy o dobieranie telefonów 😉  Wariant 2 jest dla nas znacznie korzystniejszy, ponieważ całą trasę przemierzamy razem, rower +bieg. Nie straszne nam wtedy wilki, zmiany pogody, kontuzje i mentalne chwile słabości. Natomiast nasz pokój, niezależnie od miejsca w jakim nocujemy, po każdym etapie wygląda bardzo podobnie…

Ale żeby nie było. Z realizacji tego projektu mamy naprawdę mnóstwo przyjemności. I chyba żadna okoliczność nie jest w stanie tego zmienić. 
Nasze dzisiejsze “Z” polecamy na krótką wyprawę rowerową lub dłuższą wycieczkę biegową. Słyszymy się niebawem! 😉