Dzień 5. T jak Tory.  Po nieco krótszej niż zwykle nocy w Gąsiorowie i wyśmienitej jajecznicy przygotowanej przez gospodynię Olę, wyruszyliśmy w dalszą podróż. Od trenera Tomka dostaliśmy na drogę pakiet odżywczo- regeneracyjny Enervit. Prawdopodobnie miał lekkie wyrzuty sumienia, że wieczór wcześniej, z pomocą brata Wojtka, wypłukał z nas magnez i elektrolity… 😉 

Nasze “T” rozpoczynaliśmy z wioski Grzegrzółki, sławetnej niegdyś bohaterki dyktand ortograficznych. Z tymi ogólnopolskimi, telewizyjnymi włącznie. Zapamiętajcie raz na zawsze; dwa razy “rz” i “ó”. No chyba, że wolicie wersję pruską, “Kukukswalde”.

Plan był taki, że Beata nieco szybciej (w tzw. II zakresie) pobiegnie sobie pierwszy odcinek do Dźwierzut, później zrobimy zmianę i ja polecę już do końca z metą w Starych Kiejkutach.  Uwierzcie, że przy 32  kilometrowej  trasie  jest  czym  dzielić, ale tak, kłócimy się z żoną o każdy kilometr. W końcu jesteśmy małżeństwem i co jakiś czas, tak dla higieny, o coś pokłócić się po prostu trzeba… Na następny  taki  wypad  jako support zabieramy trzecią osobę i będzie po problemie. Kto  chętny?  🙂

Wbiegając do Dźwierzut na wzgórzu po lewej stronie zauważamy kościół ewangelicko-augsburski, murowany z cegły i kamienia polnego. Pierwsza świątynia stanęła w tym miejscu w XIV wieku. Po pożarze w 1691 roku, ponowną odbudowę kościoła zakończono w roku 1695. I tak sobie stoi do dnia dzisiejszego i patrzy z góry jak o trzysta lat młodsze budynki pękają na silikatowych szwach, oklejają się styropianem, zachodzą wilgocią, pleśnią i grzybami…

Z Dźwierzut kierujemy się na Jezioro Szczepankowskie i Targowską Wolę. Po nawrocie przecieramy oczy ze zdumienia i ani trochę nie skrywamy swojej radości. Okazuje się, że nasza droga powrotna do Dźwierzut w całości biegnie po pachnącej świeżością ścieżce rowerowej zbudowanej na starym nasypie kolejowym. Zwycięstwo!!!

Mało tego! Po raz pierwszy od początku wyprawy decydujemy się na modyfikację pierwotnie założonego kursu, mimo iż wcześniej obiecywaliśmy sobie, że tego nie zrobimy. Okazuje się bowiem, że nasza cudowna ścieżka zaprowadzi nas do samych Starych Kiejkut i unikniemy w ten sposób biegania między samochodami, które do najprzyjemniejszych nie należy.  Nasze pierwotne “T” miało wyglądać tak:

A tak wygląda wersja ostateczna:

Może i jest trochę bardziej koślawe, ale o ileż przyjemniejsze!

Ścieżka jest jeszcze w budowie i od Dźwierzut do Starych Kiejkut biegliśmy po nawierzchni szutrowej. Oczywiście dla nas biegaczy to żaden minus. Masa bitumiczna, która za chwilę przykryje ściekę umożliwi jazdę po niej nawet na rowerach szosowych. I teraz najważniejsza informacja; docelowo “nasza” ścieżka będzie miała ponad 40 kilometrów i połączy Szczytno z Biskupcem!  Smarujcie łańcuchy bracia rowerzyści i siostry rowerzystki. Będzie się działo! Jak my lubimy takie inwestycje na Warmii i Mazurach!!!

W Starych Kiejkutach po zakwaterowaniu się w uroczej posiadłości Gapkowo, szybko udajemy się nad brzeg Jeziora Wałpusz, bo wygodna kanapa po całym dniu zaczyna nas niebezpiecznie wciągać…

Jutro trasa “E” i koniec wyrazu CZYSTE. Czujemy się bardzo dobrze, aura nam sprzyja, półmetek naszej misji co raz bliżej.