Dzień 4. S jak Serdeczność. Spotykamy ją na każdym kroku naszej wyprawy. Na ulicach, w sklepach, restauracjach i miejscach, w których nocujemy. W wielce szanownym i jakże opiniotwórczym w tych czasach internecie również, za co już teraz bardzo dziękujemy. Czasem, żeby wejść w dobrą relację z drugą osobą, wystarczy nie być diabłem. Jednak nie we  wszystkich okolicznościach i lokalizacjach może to być tak samo proste…

Noc z “Y” na “S” spędziliśmy w apartamentach w Dłużku. W nieco wygórowanej cenie pokoju, mieliśmy piękny widok na jezioro o tej samej nazwie co miejscowość. Nad jego brzegiem spotkaliśmy diabła o stosunkowo łagodnym jak na demoniczną postać imieniu. Smętek, to według Melchiora Wańkowicza, polskiego pisarza i reportażysty, główny symbol germanizacji Prus Wschodnich. „Na jakiś czas ząbkująca, niepewna własnego stylu, polska państwowość zatraciła w rozgrywce wschodniej z Niemcami prymat. Smętek, piękny i zły duch tej krainy, który śmierci oddał św. Wojciecha, święcił tryumf…”  Na jego miejscu, jeszcze w roku 2014 rosła stara, rozległa lipa, która zagrażała przechodniom i lokatorom pobliskich domków. Po ścięciu konarów rzeźba powstała z jej kłody, zwanej też świadkiem. Jakby to powiedział jeden z najsłynniejszych kulturystów ostatnich czasów “Nie ma lipy!”. Jest Smętek. Swoją drogą może jest to jakiś sposób na kompromis między tymi, którzy do ostatniej gałęzi bronią starych drzew i tymi, którzy ponoszą prawną odpowiedzialność za ich stan techniczny? Pozostawiamy do indywidualnej oceny. 

Rozpocznijmy bieg “S”. Po SERDECZNOŚĆ.  Budrąg-Witowo-Grom-Dybowo-Pasym-Elganowo.  I już na starcie wpadka. Pierwszy odcinek tej trasy zaliczam na… nartach zjazdowych. Kto bawi się zegarkami treningowymi z GPS wie o czym mówię. Jazda rowerem na pływalni, pływanie po lesie, czy właśnie bieganie na nartach zjazdowych. Wystarczy pomylić przyciski i załatwione. Smętek ewidentnie maczał w tym palce. Wykres pierwszego przebiegniętego odcinka wyglądał tak:

Na szczęście na wysokości Karczmy Mazurskiej w Witowie zreflektowałem się, że coś tu nie gra i buty narciarskie szybko zamieniłem na lżejsze, biegowe, ratując nasze lekko niedorobione “S”.

Jak my lubimy te drugie życia budynków starych szkół z czerwonej cegły…

Przebiegając przez Pasym zaczęliśmy rozglądać się za miejscem, w którym po co całym dniu zjemy obiad. Życzymy sobie, żeby każda siedziba mazurskiego urzędu miasta czy gminy wyglądała tak jak w Pasymiu.

Wróćmy na chwilę do logistyki naszego projektu. Oprócz biegania, musimy jeszcze spać, jeść, robić zakupy, planować trasy, przemieszczać się na kolejne miejsca startu, robić setki zdjęć i pisać relacje. Kradniemy czas za każdym razem, kiedy jest to możliwe. Z urlopem ma to niewiele wspólnego. I o ile posiłki spożywamy zawsze na siedząco, tak zdarza się, że danie z karty menu wybieramy w biegu…

Gościniec Mazurski w Pasymiu skusił nas zadziwiająco wręcz niskimi cenami i tym, że ani trochę nie wygląda jak gościniec. Okey, 4,9 w opiniach google było też jakimś bodźcem. Chcieliśmy to wszystko zweryfikować. Wybór padł na rybę i naleśniki.

40 zł za dwa rybne dania główne i naleśniki? Do tego widok na neogotycki Ratusz w Pasymiu i szczyt zabytkowej wieży ciśnień, którą koniecznie trzeba zobaczyć z bliska. Za całokształt  dajemy 5+! ( w skali 5-cio stopniowej oczywiście) Gościniec Mazurski Pasym . Warto! Pozdrawiamy SERDECZNIE właścicieli i życzymy udanego sezonu.  

Finiszujemy pod hodowlą Jelenia Szlachetnego i Daniela w Elganowie. O ile samo miejsce jest prywatne i z wiadomych względów ogrodzone wysokim płotem, tak widok ogromnych stad zwierzyny w malowniczym krajobrazie z Mazurami ma naprawdę dużo wspólnego. 

Na nocleg udajemy się do Gospodarstwa Agroturystycznego STARY OGRÓD w Gąsiorowie. Jesteśmy  u siebie…

Z Wojtkiem, beneficjentem programu Młody Rolnik uczyłem się w klasie sportowej Szóstego Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynie. Z Tomkiem trenerem, biegaczem i triathlonistą w barwach tego samego liceum biegałem w sztafetach przełajowych. Znamy się sto lat. Jeżeli na rodzinnym urlopie lub obozie sportowym szukacie SERDECZNOŚCI, to trafiliście pod właściwy adres. Gościnność gospodarzy na najwyższym poziomie, do tego bezpośredni kontakt z prawdziwym gospodarstwem rolnym ( a nie komercyjną wystawką kilku “pluszowych” zwierzątek na potrzeby agropromocji ).  Oczywiście skończyło się grillem i długimi rozmowami o bieganiu, wspólnych znajomych, naszej wyprawie, kręceniu balotów i inseminacji krów. Tak to już jest w tym Gąsiorowie… 🙂