Dzień 7. M jak Małomiasteczkowe. Takie są Mazury, a przynajmniej znaczna ich część. Największe miasta to według wielkości; Ełk około 61 tys. mieszkańców, Ostróda 33 tys., Giżycko 29,5 tys., Kętrzyn 27,5 tys., Szczytno 23,5 tys., Mrągowo 22 tys., Działdowo 21 tys. I z tych “wielkich” to by było na tyle. Pozostałe miasteczka i wsie o małomiasteczkowej, z reguły zwartej zabudowie, to przedział między 2 a 19 tysięcy. Dla przykładu Ryn, w którego zamkowych murach spędziliśmy ostatnią noc, to zaledwie 3 tysiące mieszkańców. Mikołajki niecałe 4 tys.,  Ruciane Nida 5 tys. Nie chodzi o to, żeby wymienić wszystkie mazurskie kurorty z ludnością poniżej 5 tysięcy, ale aby zauważyć ich znaczny udział w ofercie turystycznej Mazur. 

Naszą małomiasteczkową “M” trasę rozpoczęliśmy u podnóży Zamku w Rynie.  Pięknie spędziliśmy tu czas i trochę od nowa odkryliśmy to miasteczko, spacerując wieczorem po jego mniej i bardziej komercyjnych zakamarkach. To zdecydowanie coś więcej, niż beznamiętne “na rondzie drugi zjazd”, słyszane w drodze do Olsztyna.

Wiedzieliście o tym, że Jeziora Ryńskie i Ołów łączy 200 metrowy, podziemny, tunel zbudowany pod miastem??? Powstał w okresie panowania krzyżackiego. Mało tego. Różnica poziomu między tymi dwoma jeziorami wynosi 8 metrów! W pobliżu zamku jest studnia rewizyjna z tablicą informacyjną. Dla nas to absolutny hit!

Z Rynu obraliśmy kierunek na Pałac w Nakomiadach. http://nakomiady.pl/ . Manufaktura pieców i ceramiki ozdobnej, ogród z parkiem i wystawne apartamenty. Ten imponujący obiekt na pewno nie jest miejscem, które powinno odwiedzać się w biegu. Rzucamy okiem i podążamy dalej. Wrócimy tu na spokojnie, już po projekcie.

Z Nakomiad ( a może -ów???) lecimy na wieś Salpik, gdzie odbijamy na Martiany. Tam okazuje się, że owe Martiany to coś znacznie więcej niż utrwalony przez okres liceum i studiów, widok kilku domów i pustego peronu z okna pociągu. To świetna turystyczna miejscowość z bazą noclegową, zjawiskową plażą i klimatycznym, wiejskim sklepem, w którym z powodzeniem można ugasić pragnienie. 

Kronowo to kolejne małe odkrycie tej trasy. Jeżeli szukacie absolutnego spokoju i pięknego widoku na Jezioro Dejguny z ogólnodostępnych pomostów, to bardzo polecamy tą lokalizację. My w tym miejscu zrobiliśmy zmianę rower-bieg. Wcześniej w okolicznym lesie znaleźliśmy coś należącego do “Kuśmiera”. Prawdopodobnie kolarza MTB mieszkającego w promieniu max. 50 km. Przekażcie mu, że jego bidon jest w dobrych rękach 😉

Na nocleg zabiegamy do Jeziorka (wieś) i Agroturystyki  Miła Stajnia. Tacy z nas jeźdźcy konni, jak ze zwycięzcy Wielkiej Pardubickiej biegacz ultramaratoński. Ale… Jeżeli szukacie miejsca na urlop połączony z nauką jazdy lub chcielibyście wysłać dziecko na prawdziwy obóz konny, to możecie być pewni, że Agnieszka i Piotrek ugoszczą Was i wyszkolą najlepiej jak tylko potrafią. W takim miejscu człowiek zaczyna zastanawiać się, czy biegowych leginsów choć na chwilę nie zamienić na stylowe bryczesy. Fantastycznie i ponad wszystko swobodnie, naturalnie i prawdziwie.

Obiadokolację jemy w Zajeździe Biały Młyn w Sterławkach Wielkich, dokładnie 5 kilometrów od Jeziorka. Po raz pierwszy przekraczamy ten próg, mimo iż trasą Giżycko -Kętrzyn przejeżdżaliśmy dziesiątki razy. 

Zamawiamy; krem z białych warzyw, chłodnik, sałatkę z okonkami (!) i zapiekankę farmerską – co by choć trochę zgodnym być z miejscem, w którym nocujemy. Tradycyjnie już w celach degustacyjnych dzielimy się wszystkim, co mamy na stole. Wrażenia? To zdjęcie będzie chyba najlepszym komentarzem…. PRZE-PYSZ-NIE !!!

Na tym kończymy nasze małomiasteczkowe, odkrywcze i wyśmienite Mmmmm…. To był bardzo pracowity i jednocześnie bardzo udany dzień. Lepiej napisu MAZURY otworzyć chyba nie mogliśmy…. 😉