Dzień 6. E jak Ekskluzywnie. Coraz więcej takich miejsc mamy na Mazurach. I bardzo dobrze. Problem tylko w tym, że jakoś to cena, cena to oczekiwania, a oczekiwania to często rozczarowania. Z naszych obserwacji jasno wynika, że zdecydowanie łatwiej małej agroturystyce utrzymać ocenę na poziomie 4,8 w google i 9,8 na booking’u niż hotelowi trzy, a nawet czterogwiazdkowemu odpowiednio 4,2 i  9,0 na tych samych platformach. Ale zanim zaczniemy szukać odpowiedzi na pytanie co może być tego przyczyną, musimy  swoje wybiegać.

Noc z “T” na “E” spędziliśmy w Starych Kiejkutach, w bardzo przyjaznej posiadłości Gapkowo. Nazwa miejsca w którym, za atmosferę i klimat odpowiedzialne są przede wszystkim cegły, drewno i kominek wzięła się od Gapcia. Psa Gapcia. Może warto pójść za ciosem i z Gapkowa uczynić miejsce przyjazne psom i w ten sposób to komunikować? 

Trasę „E” zaczynamy z Nawiad. Lecimy piękną, leśną drogą, przez drewniany, nieprzejezdny ale przebieżny most, wzdłuż jezior Gani i Białe.

“A co Pan taki przerażony?! Że niby pod kim miałby się zawalić? Sama skóra i kości (cytując babcie Sabinkę) .

Wciskamy się na chwilę między Jeziora Białe i Dłużec, co by nasze „E” chociaż trochę przypominało „E”. 
Dalej przez wieś Borowe i niewielkie Grabowo, w którym wszyscy ciągną rzepkę, ciągną, ciągną i wyciągnąć nie mogą…

Nasz lekko pokiereszowany, ale niezmordowany PT Cruiser czeka na nas cierpliwie pod domkami Krzywe Zwierciadło. Tu mamy metę. Czas na regenerację i tzw. zimne nóżki w Jeziorze Krzywe.

Napis CZYSTE mamy ukończony!  W sumie 175 kilometrów biegu i równolegle około 250 kilometrów na rowerze. Jest co świętować. Zasłużyliśmy na nocleg w jakimś wyjątkowym i ekskluzywnym miejscu.
Może Zamek Ryn ?

Odbieramy klucze i wracamy do tematu miejsc, wobec których z różnych powodów mamy duże oczekiwania. 

Portale opiniujące gromadzą informacje do kilku lat wstecz. Suma ocen z tych lat daje średnią arytmetyczną. Proste. Przenieśmy się teraz na chwilę do szkolnej ławki. Mały Bartuś w klasach 4-6 był ledwie dostatecznym uczniem. Średnia roczna wahała się w przedziale 3.6- 3.8. W klasie 7 nastąpiła cudowna przemiana i na małego Bartusia spłynął niezwykły dar nauki. Klasę 7 ukończył ze średnią 4.9, a klasę 8 z wynikiem 5.1.  Dumny tata Zygmunt pogratulował synowi, ale tak profilaktycznie przeciągnął pasem po tyłku, żeby młody do czasów bycia głąbem nie chciał wracać. 

Z branżą turystyczną jest lub może być podobnie. Smród negatywnych ocen może ciągnąć się za daną lokalizacją przez długi czas. Można interweniować, kłócić się i udowadniać, że nasze standardy uległy znacznej poprawie, ale nie jest to łatwa przeprawa. Poza tym, czy komuś z Was nie zdarzyło się popełnić błędu? Zanim pociągniecie za spust i wrzucicie komuś skrajnego “negatywa”, zastanówcie się dobrze czy rzeczywiście na to aż tak bardzo zasłużył.  W naszej subiektywnej opinii duzi i ci na wysokim poziomie mają znacznie gorzej. To z reguły wielomilionowe kredyty inwestycyjne, siwe włosy i zmarszczki, być może rozwód i przede wszystkim około pięćdziesięcioosobowy personel do utrzymania. Nie ma czego zazdrościć. Raczej w kierunku doceniania powinniśmy kierować swoje emocje. Również osób, które w danym miejscu pracują i je współtworzą. Szczególną troską otoczmy te hotele, które wyrosły z ruin zamków, pałaców i starych folwarków, dając im nowe, lepsze życie. 

My z Zamku Ryn wybiegamy w pełni usatysfakcjonowani. 25 lat temu, reprezentując barwy Szkoły Podstawowej w Wydminach, wygrałem tu bieg na 3000m. Pamiętam tylko tyle, że start i meta tego biegu zlokalizowane były w jakimś starym, szarym i ponurym, rozwalającym się zamczysku…