Dzień 1. Ciekawość. Ze wszystkich ważnych powodów, dla których przystąpiliśmy do realizacji tego projektu, ten na pewno był jednym z  najważniejszych. Oczywiście celami głównymi naszej dwunastodniowej wyprawy biegowej, współfinansowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko Mazurskiego w Olsztynie jest zwrócenie uwagi na niekończący się problem zaśmiecania naszej pięknej krainy oraz szeroko rozumiana promocja miejsc atrakcyjnych. Owej atrakcyjności nie definiujemy na ślepo skalą ocen w wyszukiwarce google, na booking’u i innych platformach opiniotwórczych, bo wiemy jak potrafią być krzywdzące i niesprawiedliwe. Mamy swoją skalę i przede wszystkim niezawodną intuicję… 🙂 Generalnie opinie i oceny wystawiane obiektom noclegowym to temat na zupełnie oddzielną rozprawkę, do którego na pewno jeszcze powrócę. 

Tyle tytułem wprowadzenia. Ruszamy!

 

Cel; Zamek w Nidzicy—-> Łyna (wieś)—> Rezerwat “Źródła Rzeki Łyny”—> Brzeźno Łyńskie. W sumie 24 kilometry układające się z literę “C”. Oczywiście zakładając, że nigdzie nie pobłądzimy…  

Na kilka chwil przed zaplanowaną godziną startu, w bramie Zamku w Nidzicy wpadliśmy w niezwykle sympatyczne szpony Pani Halinki z Gazety Nidzickiej. Znaleźliśmy czas na wspólną kawę, zwiedzanie, rozmowę o zabytkach i interesujące opowieści o historii miasta, za które bardzo dziękujemy. To przemiłe spotkanie trochę opóźniło nam start, a dochodzące z zaplecza zamkowej restauracji Ordo zapachy ani trochę nie mobilizowały nas do wyruszenia w trasę. Ale komu w drogę, temu… Łyna!

Taki oto portret zastaliśmy wbiegając do wsi, gdzie swój początek ma najdłuższa rzeka Warmii i Mazur. Tak, tak, wiemy co myślicie. Nie, ten pan nie był pijany. Był zmęczony. Pracą na roli. Mazury to też, a może przede wszystkim wieś i rolnictwo. Chcemy być “vege”, jeść “eco” i  żyć “slow”. W dużej mierze dzięki takim osobom jest to możliwe. Doceńcie. Planując urlop w agroturystyce ( nie mylić z pensjonatem czy hotelem na wsi), nie zapominajcie, że z pierwotnej definicji “agroturystyka” to przyjmowanie gości w swoim gospodarstwie rolnym i angażowanie ich w pomoc przy uprawie ogrodu, karmieniu zwierząt i innych codziennych czynnościach. Może będąc w takim miejscu warto, tak z czystej życzliwości, zaproponować choćby najmniejszą pomoc, na przykład przy wiosennym zasiewie pól…

Ręce opadają. Głupi siewco. Naprawdę wierzysz, że w sierpniu będzie obfity plon i zbierzesz te butelki pełne??? 

Kolejny krótki przystanek to Rezerwat Źródła Rzeki Łyny.

Świetna przestrzeń do relaksu i odświeżenia swoich relacji z przyrodą. Warto zatrzymać się tam na dłużej. Koniecznie przy aromatycznej, małej czarnej z lokalnej kawiarni przy Łyńskim Młynie. 

W późnych godzinach popołudniowych docieramy do Brzeźna Łyńskiego i Agroturystyki Nienasycenie. 

Bardzo spokojna i cicha wieś do której dotarliśmy obłędną, brukowaną, leśną drogą. Podobno to droga “alternatywna” do wsi, na której nie spotkamy policji – cokolwiek to oznacza ;). Będąc na miejscu ma się wrażenie, że w promieniu kilku kilometrów nie ma żadnych śladów cywilizacji. Do najbliższego sklepu w Kurkach mamy niecałe cztery, szutrowe kilometry. Dla jednych powód, żeby przysmarować jakieś 2,5 w opiniach google, dla nas jeden z niewątpliwych uroków tego miejsca. Leśna wycieczka rowerowa po lokalne produkty i… piwko z nalewaka na pewno może uprzyjemnić tu urlop. 

Agroturystka Nienasycenie rezolutnej Pani Ani jest… agroturystyką. Bez zbędnego przepychu, bardzo naturalnie i swobodnie. Do tego dużo zielonej przestrzeni, kuchnia gościnna w oddzielnym budynku połączona z wielofunkcyjnym salonem integracyjnym – w zależności od potrzeb. Żałujemy, że nie załapaliśmy się na rybę w smażalni w Kurkach, ale wierzymy lokalsom na słowo, że da się tam smacznie zjeść.

Ostatecznie z uzupełnieniem kalorii poradziliśmy sobie sami ( zupa rybna ze słoika – pycha!).  Po spacerze nad Łynę i ciemnym Jurandzie z Magdą i Marcinem, którzy do “Nienasycenia” przyjechali z Warszawy, udaliśmy się na odpoczynek. Jutro kolejny etap, “Z” jak… Do usłyszenia!