Dzień 8. A jak Atrakcyjność. O tą mazurską atrakcyjność chodzi rzecz jasna. Definiowana jest bardzo różnie, w zależności od potrzeb i urlopowych preferencji. Dla jednych to miejski zgiełk, zatłoczony port, budki z goframi i lodami oraz kluby nocne otwarte do białego rana. W tym rankingu przodują oczywiście Mikołajki i Giżycko. 
Druga grupa turystycznych beneficjentów Mazur z pewną stanowczością wybiera wieś, ciszę, spokój i relaks na łonie natury. Również w wersji aktywnej; pieszej, rowerowej i kajakowej. My uważamy, że całą sztuką jest odnaleźć się w różnych okolicznościach, szukając kompromisów między wypoczynkowo-rozrywkowymi interesami swoimi i naszych wakacyjnych współtowarzyszy ( żon, mężów, dzieci, znajomych i czworonogów).

Naszą trasę “A” zaplanowaliśmy w ten sposób, żeby pogodzić jedno z drugim. Nie wzięliśmy jednak pod uwagę, że tego dnia Wojsko Polskie będzie miało na nas swój własny plan…

Rozpoczęliśmy z Wilkasek. Bez większego powodu, po prostu tak nam pasowało. Widząc frekwencję w Wilkasach, w zagubionej rachubie czasu względem przestrzeni, zdaliśmy sobie sprawę, że jest długi weekend i nieunikniona przeprawa przez Giżycko w godzinach szczytu będzie nie lada wyzwaniem. Swoją drogą te Wilkasy mają jakąś zadziwiająco wysoką pojemność turystyczną. 

Jak z Wilkas do Giżycka, to wyłącznie brukowaną ulicą Świętego Brunona, ocierając się jednym ramieniem o Jezioro Niegocin, a drugim o monumentalną Twierdzę Boyen. To absolutna gwiazda wśród giżyckich zabytków ( nie tylko ze względu na swój gwieździsty wygląd z lotu ptaka). Gratka dla miłośników tematów militarno-historycznych i nie tylko.

Kończy się Święty Brunon i zaczyna się … St. Bruno.  Kolejny na naszej trasie hotel, który powstał z ruin zamku krzyżackiego. Jego atrakcyjny widok stanowi piękne tło dla jednego z najstarszych, czynnych mostów obrotowych w Europie. Na wyjątkowość tego mostu pracują dwa bardzo poważne argumenty;
– długi na 20 metrów fragment mostu zwodzony jest do boku, a nie do góry,
– ponad 100 tonowa konstrukcja obracana jest ręcznie przez jednego operatora. Legenda (mojego autorstwa) głosi, że zasięg ramion tego operatora jest znacznie większy i lepszy niż wielu innych operatorów w niektórych zakątkach Mazur…

O bazie noclegowej Giżycka pisać chyba nie musimy. Dziesiątki hoteli o różnym standardzie i pojemności. Do tego pensjonaty i prywatne kwatery. Mimo tego znalezienie noclegu z dnia na dzień w wysokim sezonie może okazać się sporym wyzwaniem, dlatego polecamy zaklepać coś znacznie wcześniej. W przeciwnym razie wyrzuci was gdzieś na obrzeża, na wieś i będziecie skazani na mocno ograniczony dostęp do gofrów, dyskotek i silnych operatorów…

Z Giżycka obieramy kurs na Pierkunowo. I tu na naszej drodze po raz pierwszy staje Wojsko Polskie, a dokładnie Strzelnica Garnizonowa. Każdą trasę wielokrotnie analizujemy na różnych źródłach mapowych, w celu jej weryfikacji i pewności, że nas przepuści. Mimo tego już w lesie nabiegamy na informację” Strzelnica. Wstęp wzbroniony. Grozi kalectwem lub śmiercią.” Do końca projektu musimy wybiegać jeszcze litery Z,U,R,Y, więc na śmierć pozwolić sobie raczej nie możemy. Z nieoficjalnych źródeł dowiadujemy się, że dziś nie strzelają i szlaban w górze, więc przebiegnięcie odcinka około 300 metrów z prędkością poniżej 18km/h powinno zakończyć się przeżyciem. 

Kolejna militarna niespodzianka czeka nas kilka kilometrów dalej, za uroczym i chętnie przez najeźdźców obleganym Pierkunowem. Już z daleka widzimy, że przy młodniaku między polami stoi wojskowy Jelcz, a na nasz kurs blokuje zmyślny, brzozowy szlabanik z uroczą panią wojskową wyposażoną w nieco mniej uroczy karabin maszynowy.
– Cześć! – wita mnie strażniczka naszego kursu.
– Cześć! – odpowiadam entuzjastycznie, ucieszony, że nie poznałem jakiejś znajomej biegaczki w barwach WP. 
– Nie cześć tylko SZEŚĆ! – otrzymuję w kolejnym komunikacie i już wiem, że chodzi o jakieś hasło, słowo klucz, którego nie znam.
– Siedem? – strzelam ze ślepaka, bez większych nadziei na trafienie.
– No nie. pudło.
– Ale my musimy. Wie pani, projekt, kurs, mapa, innej drogi nie mamy. 
Po konsultacji z dowódcą dostajemy zielone światło i ponownie z prędkością 18km/h +  wymykamy się spod ostrzału bez kul. Kierunek Świdry, a następnie Las Miejski i ponownie giżycki most, żeby naszemu “A” ładną, poziomą poprzeczkę wybiegać.

Zabytkowa wieża ciśnień to zdecydowanie najlepszy punkt widokowy na Jezioro Niegocin i okolice. Oprócz tego szczegółowa baza informacji o historii Giżycka, okraszona pyszną kawą i słodkościami z kawiarni zlokalizowanej na najwyższym piętrze. Pojemność tego miejsca z wiadomych względów jest mocno ograniczona, ale jak już dotrzecie na górę, żałować na pewno nie będziecie.

My tymczasem przed otwartym mostem robimy nawrót. Przed nami ostatnia krzywa prosta do naszej dzisiejszej bazy, czyli Karczmy Stary Młyn w Upałtach. Już za Giżyckiem w okolicy największego w szerokiej okolicy sklepu, a właściwie potężnej hali z antykami, trafiamy na przeurocze wsparcie. Dorota, Artur i Miruś, miło było Was widzieć!

Po 37 upalnych kilometrach docieramy na miejsce. Pobyt w Karczmie Stary Młyn zaczynamy od schłodzenia i odpoczynku.

Obiadokolacje otwieramy chłodnikiem i delikatną zupą rybną w ogródku nad Jeziorem Upałeckim Wielkim. Następnie sandacz z warzywami i pierogi ze szczupakiem. Jest pysznie, błogo i absolutnie po mazursku. Dokładnie tego potrzebowaliśmy.

Dzień powoli dobiega końca. Krótki, wieczorny spacer na drugą stronę jeziora, a później już tylko miękkie lądowanie na łóżkach w klimatycznym pokoju…

Serdecznemu gospodarzowi Andrzejowi w trosce o naszą kondycję i sprawne nawigowanie w dniu następnym, musimy odmówić zaproszenia do magicznego okienka. Ale wierzymy, że nawet krótka wizyta przy nim może zmienić perspektywę i spojrzenie na Mazury…